
Proces Lubelskich Mazaczy
Dawno temu w Lubelskiem
Dziś za pomazanie drzwi grozi grzywna. 300 lat temu oskarżeni o podobny czyn trzej mieszkańcy Lublina zapłacili głowami.
W 1711 r. szalała w Lublinie epidemia dżumy. Służby miejskie nie nadążały z uprzątaniem ciał zmarłych, które leżały pokotem na ulicach. Nawiedzane przez zarazę miasta przypominały obraz biblijnej Sodomy i Gomory. Ludzie byli przekonani, że to kara boża za grzechy (utwierdzało ich w tym duchowieństwo). Zrozpaczeni wznosili modły i składali obfite wota żeby przebłagać Najwyższego. Jednak Pan Bóg nie chciał się mieszać do spraw medycznych... W tej sytuacji wyszukiwano winnych domniemanego gniewu Bożego. Byli wśród nich Żydzi (posądzani o zatruwanie studni), żebracy, kobiety lekkich obyczajów, osoby rzekomo uprawiające czary. Do oskarżenia o szerzenie zarazy wystarczał pierwszy lepszy pretekst.